Z tymi, których lubię.
I tak, jak mi w pełni odpowiada.
No, i ta piękna wiosna...
Gdy ją boli, to tak naprawdę nie boli. Gdy jej się chce, to tak naprawdę jej się nie chce, a gdy nie chce, to właśnie chce. Gdy płacze, to histeryzuje i jest niewdzięczna. Gdy się na coś nie zgadza, to jest wredna i cyniczna. Gdy się cieszy, to się wygłupia albo jest pijana. Gdy chce ładnie wyglądać, to się mizdrzy. Gdy się wstydzi, to jest głupia, a gdy się nie wstydzi, to jest bezwstydna. Gdy się przy czymś upiera, to przesadza, a gdy się nie upiera, to nie wie, czego chce. Jak kocha, to jest naiwna, a jak nie kocha, to jest zimna. Jeśli chce być kimś - to znaczy, że przewróciło się jej w głowie, a jak nie chce być kimś, to jest głupią kurą. Jeśli jest sama, to znaczy, że nikt jej nie chciał, a jeśli jest z kimś, to znaczy, że cwana.
A przecież... nie ma żadnych prawdziwych powodów do gniewu.
Powinna udać się po poradę do psychoterapeuty.
W kilku linijkach mój nastrój.
Stosunek do siebie samej.
Chyba właśnie psychoterapia mi potrzebna.
Niech mnie ktoś przytuli... I tak właśnie przeryczałam cały wieczór.
I bardzo dobrze. Bardzo się cieszę, że mogę żyć w czasach, w których mam społeczne przyzwolenie na zakończenie relacji z kimś, która zamieniła się w jakiś toksyczny rodzaj MMA. I cieszę się, że żyję w świecie, w którym mogę powiedzieć wprost - nie jestem gotowy na posiadanie dzieci.
Miałam się rozpisać, ale mi się nie chce.
Albo, albo?
...życie to nie film.
A na zdjęciu mała Karinka.
Bardzo polecam Poradnik pozytywnego myślenia.
Byłam nawet sama w kinie.
Świetna sprawa - film i samotne kinomaniactwo.
Małe katharsis.
Chyba powtórzę je w tym tygodniu kilka razy.
Inaczej mogę nie wytrzymać.
Broniewski
Rozmyślam coraz częściej od pewnego wieczoru, że chyba moje szczęście jest zielonego koloru.
Więc niech ta zieleń we mnie rośnie i niech mnie zewsząd otoczy drapieżnie, zachłannie, miłośnie zieleń, jak twoje oczy.
Niechaj mi będzie życie oceanicznym dnem, gdzie pływają morskie straszydła o włosach z wodorostów zielone, zielone niesamowicie! i gdzie wszystko jest snem.
Przeczytaj tę bajkę nim uśniesz, jeśli chcesz. Szczęście? to co dzień dostać jeden uśmiech i zwrócić jeden wiersz.
A moje właśnie stało się jasnozielone. Mało intensywnie. Źle mi z tym i boję się.
Starość jest dla kobiety testem na rozum. Nie noszę mini, nie wstrzykuję sobie trucizn i nie mam liftingu. Czy muszę tracić to, co mam? Przed siedemdziesiątką zamartwiać się kredytami?
Nic nie planować.
Z wiekiem wyglądać lepiej, a po 50tce zacząć tracić figurę.
Walcząc o coś zupełnie innego.
Co do zdjęć poniżej: MUSIAŁAM, musiałam pochwalić się kwiatkiem :-)
Jestem tak zachwycona odkryciem (z jakimż opóźnieniem!) tego gatunku środków czystości, że aż nie mam nic do pełnej prezencji efektu.
Ah, ah :-)
Wariatka.
I jeszcze.
Dziś niedziela.
Najlepszy dzień na sprzątanie, mycie okien, walkę z obiadem i zakupami.
Przed 9 byłam w sklepie z nadzieją na brak tłumów.
I nie wyszło.
A właściwie wyszło - wyszłam o 11! Koszmar.
Pół roku temu, nawet w pracy, bardziej wciągał mnie Excel niż przeglądarka i byłam STANOWCZO przeciwna smartfon'om.
Dziś S3 przynajmniej dwa razy dziennie ratuje mi życie. Połączenie wszystkiego co niezbędne.
...gdy tylko otwieram oczy łapię telefon sprawdzając pocztę + najważniejsze news'y, co skutecznie stawia na nogi.
Komputer szumi już 15 minut później, a ja doprowadzam się do stanu używalności i wcinam szybkie śniadanie.
Przed monitorem siadam niecałe 40 minut po przebudzeniu z kubkiem herbaty, a wtedy kolejny raz rzucam okiem na wiadomości i...
Poza pracą, która w 99% zależy od stopnia łączności ze światem, przez Internet śledzę wszelkie nowości, robię większość zakupów i szukam nietypowych rzeczy.
Telefon wliczam do NIEZBĘDNIKA (dodając do niego portfel i kluczyki od autka).
I to właściwie jedyny, bez którego życie przypomina survival.
Muszę zaznaczyć, że na rzecz Internetu zrezygnowałam z telewizji.
Oglądam tylko nowe odcinki TopGear (tygodniowo cały JEDEN) przy sobotnim sprzątaniu.
A jeśli już skuszę się na coś innego, to zawsze z laptopem na kolanach wpatrzona w kolejne wyniki udostępnione przez wujka Google...
Czy zwariowałam?
Chyba nie.
Odkryłam, że nigdy nie będę miała lepszego czasu na pracę, niż właśnie teraz.
Taki najlepszy moment na wytyczanie celów.
To nie pracoholizm, a logiczna analiza. Morze spokoju :-)
Internet to też pomoc, nowe miłości i inspiracje.
...muzyka z słuchawek - poezja!
Ostatnia wklejka - TEŻ CHCĘ TAKI NAGRAĆ :-)
One way or another I’m gonna find ya! I’m gonna get ya! get ya! get ya! get ya!
Na na na na na na na na na na na na na na na na na na na na ;-)
Marzę o świecie, gdzie za jedyną patologię i chorobę uznawane będzie krzywdzenie innych. Gdzie miłość będzie wartością nadrzędną, a jedyne co będzie podlegało leczeniu, to ludzkie uprzedzenia. Marzę o świecie, gdzie wolność wyboru będzie powszechnie szanowana. O przestrzeni życiowej, w której najczęstszym dźwiękiem będzie szczery, niewymuszony, ludzki śmiech.
Ludzie czasem nie potrafią inaczej czegoś tak trudnego i skomplikowanego
powiedzieć wprost. Są razem z kimś, coraz bliżej, osnuci marzeniami
partnera czy partnerki, jak mucha pajęczyną pająka i niemal się duszą. Są
w potrzasku, tutaj miłość drugiej osoby, rodzice, koledzy, wszyscy
zazdroszczą szczęścia, powodzenia, wyboru, a tam oni, i ich uczucia,
które nie zawsze się z tą sielanką pokrywają. Bo dla niektórych to wcale
nie tak miało być. Miał być miły związek, może super seks, może coś
więcej, a może nic więcej. A tu nagle cały świat już zdecydował. I jak
tu z tego wyjść. Nie każdy ma jaja żeby powiedzieć zakochanej osobie
„słuchaj, lubię Cię, naprawdę, ale tylko to. Nie chcę obrączki, dzieci,
wzdychania do księżyca i końca swoich marzeń, bo to nie są moje
marzenia, nie ty w nich jesteś. Nie zrozum mnie źle, było cudownie, masz
piękne usta, piękne uda (piękne co tam tylko kto sobie wpisze), ale to
nie jest miłość z mojej strony. Nie mówię, że nie zakładałem tego na
początku, ale nie wyszło. Moje serce nie powiedziało mi, że ty to Ty”.
Nie oszukujmy się, nawet jeżeli coś takiego już wydobędzie się z usta
tego ósmego cudu świat, który kochasz, to i tak wywoła to apokalipsę
wyzwisk i pretensji. Więc większość, olbrzymia większość ludzi po prostu
woli nic nie mówić tylko dalej szukać.
Marzę o tym, żeby doba miała 48 godzin.
Z niczym się nie wyrabiam, ciągle jestem na wczoraj.
Zupełnie beznadziejna.
Podobny mam też humor.
Równia pochyła. W dół.
Nic mnie jakoś nie pociesza, choć na siłę sobie wmawiam: będzie dobrze, jest dobrze, może być tylko lepiej.
Tylko jest w tym jeden problem:
dostaje szanse, jakich nikt nie ma i jakoś sobie z nimi nie radzę.
Trochę się czuję tak, jakbym nie umiała ich wykorzystać.
To nie jest fajne.
I nadal jestem do tyłu. Dół?
Można to tak nazwać.
Choć mam coraz większe wrażenie, że to po prostu rzeczywistość.
To ja jestem w niej największym problemem.
Plus ostatniego tygodnia zupełnie nie związany z całą resztą, ale SZUKAJMY PLUSÓW:
Miłość do shushi.
Będę się więc zajadać ryżem i rybami :-)
Walentynki tegoroczne zaliczam do bardzo sympatycznych :-)
Tak, ot - po prostu.
I've just let these little things slip out of my mouth...
'Cause it's you, oh it's you... it's you - they add up to.
And I'm in love with you. And all these little things.
Tak, tak - zostałam ich fanką :-) A już szczególnie autora tekstu!
Coraz częściej ostatnio słyszę, że dobrze robię.
Wcale nie jestem zdziwiona tym rosnącym poparciem.
I też wcale nie twierdzę, że to godne naśladowania.
U mnie się sprawdza.
Chyba coraz więcej osób widzi, że coś źle dobiera, za szybko.
Lub nie jest pewnym decyzji raz podjętej.
Pojawiają się... zwątpienie, obawa, strach?
Uczę się codziennie cierpliwości, we wszystkim.
Do innych, do siebie, do pracy, do życia.
Do czekania.
Patrzę na boki i wiem, że innym (i mi również, jak do tej pory) się to opłaciło.
Owszem, miałam w życiu kilka momentów, że teraz i zawsze, że teraz i już.
Na szczęście w miarę szybko się otrząsałam.
Raz z lepszym, raz gorszym skutkiem.
Mierzę wysoko, marzę jeszcze wyżej.
Może stąd pasja do wszystkiego wysoko nad ziemią?
:-)
A podsumowując, to rzutem na taśmę, bo i w temacie, coś z Szekspira: Kobieta wybaczy wiele, ale nie tego, że przegapiłeś szansę.
Większość tendencyjnie przegapia, a potem czeka.
A następnej nie ma.
I nie będzie.
W tym wszystkim ja... wędruję dalej.
Szukając własnej.